O przemocy w związku

Nieważne jakim kosztem, ważne aby się nie bać

 

Katarzyna i Piotr trafili na terapię z powodu narastających kłótni, podczas których dochodzi do przemocy słownej i fizycznej, głownie ze strony Katarzyny. Jednak w ostatnim czasie Piotr kilka razy broniąc się, odepchnął żonę i obraził słownie.

Para poznała się 12 lat temu, po dwóch latach znajomości wzięła ślub i urodziła im się córka. Katarzyna pracując na państwowej posadzie oddała się wychowaniu córki, a potem kolejnego dziecka. Piotr w tym czasie awansował, obecnie jest dyrektorem w międzynarodowej korporacji, dużo wyjeżdża i pracuje średnio 10 godzin dziennie. Katarzyna wróciła do pracy, jednak to głównie ona zajmuje się popołudniami dziećmi i domem.

Katarzyna zarzuca mężowi ciągłą nieobecność, brak oparcia na co dzień, niechęć do kontaktu z nią i koncentrację na sobie (Piotr ma wiele pasji, które próbuje realizować). Swoją agresję tłumaczy brakiem reakcji ze strony Piotra na jej prośby, czy próby nawiązania kontaktu. Piotr z kolei czuje się przez żonę wiecznie strofowany i kontrolowany. Unika rozmów z nią, gdyż obawia się wybuchu kolejnej awantury. Z czasem jednak Piotr staje się coraz bardziej agresywny i atakujący żonę.

Pary takie jak Piotr i Katarzyna w gabinecie terapeuty zachowują się jak na ringu, nierzadko nie są zainteresowane rozumieniem tego, co się między nimi dzieje, tylko rozgrywaniem toczącej się od lat tej samej walki. Wygrana polega na upokorzeniu partnera i poczuciu własnej wyższości. Lęk przed byciem zdominowanym jest tak silny, że uniemożliwia refleksję, za to stymuluje potrzebę ataku i ciągłego odwetu. Rozmowa polega na wytykaniu słabości i błędów drugiej strony, słuchanie staje się wtedy niemożliwe, gdyż pojawia się natychmiastowa reakcja obrony, przez atak.

 

Marvin Glasser w swoich pracach na temat agresji i perwersji pisze o przemocy w samoobronie i przemocy sadystycznej. W przypadku przemocy w samoobronie chodzi o pozbycie się lęku i niepokoju poprzez atak. W furii nie czujemy strachu. W przypadku przemocy sadystycznej celem jest uzyskanie kontroli i ulgi. Dominacja jest tutaj źródłem przyjemności.
W przypadku par, w których partnerzy sztywno, na lata obsadzają rolę sprawcy i ofiary mówimy o koluzji sadomasochistycznej. To rodzaj nieświadomej gry partnerów, opartej na głębokiej zależności i wzajemnych korzyściach.
Katarzyna i Piotr atakują siebie nawzajem w samoobronie. Próbują zdominować drugą stronę z przerażenia, że sami będą zdominowani i zależni, co pociąga za sobą ryzyko bycia porzuconym i skrzywdzonym.
Tak więc głównie lęk przed odrzuceniem, naturalnie przeżywany w miłosnym związku, gdy jest słabo tolerowany odpowiada za dynamikę przemocy i sadomasochizmu.
Osoby stosujące przemoc słowną, czy fizyczną w bliskich związkach nie doświadczyły bezpiecznej, bezinteresownej opieki. Ich emocje nie były wystarczająco zauważane i rozumiane przez rodziców. Nierzadko doświadczały emocjonalnych lub fizycznych nadużyć lub porzucenia. Stąd brak umiejętności pomieszczenia własnych negatywnych uczuć takich jak niepokój, czy strach. To z kolei rezonuje na związek w formie potrzeby kontroli i dominacji, po to aby już więcej nie przeżywać podobnej zależności.
Brak dobrych doświadczeń opiekuńczych powoduje brak umiejętności opiekowania się sobą i projekcję na partnera wrogich i nienawistnych impulsów, które to stanowią część naszej psychiki.

Pomiędzy porzuceniem, a symbiozą

Wszyscy doświadczamy napięcia pomiędzy tęsknotą za bliskością, a potrzebą niezależności. To, co sprzyja tworzeniu dojrzałej relacji to tolerowanie obu tych potrzeb zarówno w sobie, jak i u partnera. To oznacza, że czasem jesteśmy blisko, a czasem jesteśmy wykluczeni.
Aby nie przeżywać odrzucenia Katarzyna stworzyła sobie fantazję, że ona i Piotr są tacy sami, że chcą tego samego i nie ma pomiędzy nimi różnic. Kiedy Piotr był bierny i wycofywał się, podsycało to tylko jej strach i niepokój. Gdy ją atakował w samoobronie różnice między nimi stawały się nie do zniesienia. Odrębność oznacza dla Katarzyny opuszczenie zagrażające życiu. W dzieciństwie czuła się odpowiedzialna za chorowitą i depresyjną matkę i przeżywała ciągły lęk, że odejdzie. Wielokrotnie czuła się też samotna i opuszczona. Piotr atakowany przez Katarzynę, zalewany jej potrzebami i oczekiwaniami przeżywał lęk przed utratą własnej odrębności i całkowitym podporządkowaniem się jej, czego z kolei doświadczył w relacji z własną intruzywną matką.
Od działania do myślenia

Wszystkie lęki, wątpliwości i prawdziwe potrzeby rozgrywane były przez tą parę w formie działania. Niekończącego się tańca wzajemnych pretensji i oskarżeń. Gdy nie możemy myśleć o uczuciach, zaczynają one żyć nie w naszym umyśle, lecz w ciele i zaczynają „coś z nami robić”. Bez refleksji działanie przynosi natychmiastową ulgę i uwalnia od nieznośnych uczuć.
W takiej sytuacji celem terapii jest umiejętność rozumienia własnych stanów psychicznych, tolerowania ich i komunikowania. Kiedy para osiąga zdolność do zastanawiania się nad tym, co się z nią dzieje, przestaje rozgrywać konflikt w formie działania, obraźliwych słów czy aktów przemocy. Przekierowanie uwagi pacjentów stosujących agresję w relacji na podstawowy w ich doświadczeniu lęk, umożliwia zatrzymanie agresywnych działań, ale też boleśnie konfrontuje z niemożnością zaspokojenia pewnych potrzeb przez partnera.
Katarzyna zdała sobie sprawę, że Piotr potrzebuje być bardziej „na zewnątrz” związku, że jego potrzeba odrębności jest silna i nie wymierzona przeciwko niej, że eskalowanie przez nią oczekiwań, żeby „robić i myśleć wspólnie” przynosi odwrotny skutek. Piotr natomiast poczuł, że zbliżając się do żony może otrzymać też troskę i opiekę, a nie tylko kontrolę. Oboje jednak doświadczyli pewnego rozczarowania związkiem i utraty wyobrażeń o tym „jak być powinno”. Wiedzą, że nie dostaną „wszystkiego”, a różnice są nieuniknione. Lepiej też znoszą własny niepokój, gdy związek stale oscyluje pomiędzy „zbyt blisko, a zbyt daleko”.

Justyna Glińska, psycholog, psychoterapeuta