Dlaczego trzeba stracić, aby zyskać ? – psychoterapia depresji

Założenia psychodynamicznej terapii depresji opiszę na podstawie fikcyjnego przykładu. Pani Anna ma 29 lat. Od 9 lat pracuje w dziale PR dużego banku. Skończyła prawo i marzyła o zawodzie adwokata. Mieszka sama i ma za sobą kilka nieudanych związków z mężczyznami. Ma jedną bliską przyjaciółkę i niewielkie grono znajomych. Rzadko odwiedza starzejącą się już matkę, czuje do niej dużo żalu, za wychowanie oparte na kontroli, a pozbawione ciepła i rozmów. Ojciec Pani Anny zginął w wypadku samochodowym, gdy ta miała 9 lat. Trafia na psychoterapię z powodu rozwijających się od kilku miesięcy objawów depresji: kłopotów ze snem, wzmożonego apetytu, braku sił i energii aby podejmować codzienne czynności. Pani Anna chodzi do pracy, ale od dawna nie odczuwa w niej satysfakcji. Myśli o sobie i swojej przyszłości jednoznacznie negatywnie. Źle ocenia swoje kompetencje zawodowe i społeczne. Mówi: „Ludzie się ode mnie odsuwają, bo jestem smutna i zamknięta w sobie, nie awansują mnie, bo jestem przeciętna. Nic się nie zmieni w moim życiu, bo ja się nie zmienię, jestem do niczego”. Pani Anna nie płacze, wydaje się jakby skamieniała i bez życia.
Psychoterapia Pani Anny nie będzie ograniczona w czasie. Może potrwać kilka miesięcy, albo nawet lat. Potrzeba czasu, aby znaleźć źródła destrukcyjnych przekonań i niskiej samooceny. Aby stworzyć opartą na zaufaniu więź z psychoterapeutą, który będzie nam towarzyszył w przywoływaniu często bolesnych przeżyć.System destrukcyjnych przekonań to widzenie szklanki zawsze do połowy pustej. Odejście od pierwotnej ścieżki zawodowej- prawa, pozwala Pani Annie negatywnie oceniać siebie w tej sprawie. Od kilku lat takie myślenie skutecznie demotywuje ją do nauki przed egzaminem aplikacyjnym.Za rozstania z mężczyznami bierze całkowitą odpowiedzialność na siebie. Jest przekonana, że związki te nie udawały się, bo z nią jest „coś nie tak”. Po głębszej analizie poszczególnych relacji widać wyraźnie, że sytuacje te były dużo bardziej złożone, obie strony je współtworzyły. Na co dzień dominuje jednak jedna, powtarzająca się myśl: „Nie da się ze mną żyć, a co dopiero mnie kochać” – to przekonanie odbiera jakąkolwiek chęć, aby poznawać nowych ludzi.

 

Czarne myśli w dużym stopniu dotyczą przyszłości- „Jeśli do tej pory nic mi się nie udało, to z czasem może być tylko gorzej”. Pani Anna boleśnie przeżywa przemijanie. Z upływem lat odbiera sobie nadzieje na stworzenie rodziny i powrót do zawodu. Przez całe życie słyszała od matki i babki, że życie jest bardzo ciężkie i pełne przeszkód. ( Obie straciły mężów przedwcześnie i same borykały się z utrzymaniem domu i wychowaniem dzieci ). Wielokrotnie była porównywana do innych dzieci w szkole, a obecnie do swoich koleżanek, które już mają mężów i dzieci. Zawsze znaleźli się lepsi. Teraz sama skutecznie ich szuka,aby potwierdzić znane już przekonania na swój temat.

 

Pani Anna każdego dnia powtarza sobie całą listę bardzo negatywnych myśli na swój temat, które z kolei generują poczucie winy i lęk, odbierają jej siły do działania. Po kilku miesiącach wspólnej pracy P. Anna już rozpoznaje ten łańcuszek: NEGATYWNE MYŚLI – LĘK, SMUTEK, POCZUCIE WINY – BRAK AKTYWNOŚCI. Widzi źródła swoich przekonań w przekazach z domu. Stara się budować nowy obraz siebie w oparciu o swoje mocne i słabe strony, a także weryfikując dotychczasowe oceny z tym, co myślą o niej inni. Mówiąc o sobie więcej innym słyszy informacje zwrotne, wiele z nich jest pozytywnych. Analizując swoje doświadczenia widzi ich złożoność. Dostrzega, że myślenie iż cały świat jest przeciwko niej, tak naprawdę chroniło ją przed podejmowaniem różnych wyzwań, a tym samym przed przeżywaniem frustracji, czy porażki.

 

Kolejnym etapem psychoterapii jest przywrócenie realistycznego obrazu innych ludzi- rodziców, rodzeństwa, partnerów. Pacjentka spostrzega swoją matkę, jako „tą złą”, zimną i zdystansowaną, a w swoim nieżyjącym ojcu widzi wszystkie pozytywne cechy- opiekuńczość, ciepło, inteligencję. Ważna w psychoterapii jest możliwość rehabilitacji rodziców, do których żywimy negatywne uczucia. Zamiana nagromadzonej przez lata niechęci, czasem nienawiści do nich, w zdrową, adekwatną złość, mówienie nie, gdy przekraczane są nasze granice pomaga nam zamknąć za sobą przeszłość i przywraca energię do życia. Z upływem kolejnych sesji Pani Anna odkrywa, że boi się poczuć tęsknotę za matką, bo dopuszczenie do siebie miłości do niej naraża ją na przeżywanie bardzo silnego lęku przed jej utratą. Obraz ojca pozostaje wyidealizowany do czasu przeżycia żałoby po nim, pogodzenia się z jego przedwczesną śmiercią i pozwolenia sobie na ból z tym związany.

 

Podczas licznych rozmów łatwo dostrzec, że Pani Anna zniekształca również obraz mężczyzn, z którymi budowała związki. Jedni pozostają idealni, inni są do niczego. Przypuszczam, że ten mechanizm- idealizacji- dewaluacji mógł w niektórych relacjach występować naprzemiennie. Pani Anna ma nie tylko wobec siebie bardzo wysokie wymagania, ale również wobec swoich partnerów. Jeśli je spełniają są O.K., jeśli nie zrobią czegoś na czas, albo w sposób w jaki by sobie życzyła czuje się urażona i odrzucona, wręcz niekochana. Stają się na jakiś czas tą „złą matką”, albo to ona odchodzi, bo rozczarowanie jest nie do zniesienia. Wtedy właśnie dochodzą do głosu objawy depresyjne. Sposobem przerwania takich destrukcyjnych relacji jest ciągłe dostosowywanie swoich oczekiwań do możliwości i ograniczeń ( w tym emocjonalnych ) drugiej osoby, umiejętność dostrzegania tych „dobrych” i „złych” stron jednocześnie. Innymi słowy tolerancja ambiwalentnych uczuć wobec partnera. Wyjście z depresji oznacza zgodę na przeżywanie zawodu, czy rozczarowania w relacjach z innymi i z samym sobą. Oznacza akceptację tych dużych i wielu małych, codziennych strat – utratę naszych wyobrażeń i oczekiwań wobec innych i siebie.

 

Pani Anna zrezygnowała z kolejnych, wyczerpujących egzaminów na aplikację. Podjęła podyplomowe studia z prawa europejskiego, aby wrócić do zawodu. W relacjach z matką przestała złościć się o „wszystko”, korzysta z jej pomocy, odwiedza ją. Nauczyła się, że gotowanie i wyręczanie jej jest sposobem w jaki matka okazuje jej miłość. Już bez przerażenia dostrzega jak się starzeje i niedługo sama będzie potrzebować jej pomocy.

 

Po raz pierwszy doświadczamy „stanu depresyjnego” jako malutkie dzieci, gdy okazuje się, że matka nie może spełnić wszystkich naszych potrzeb i zrobić tego od razu. Gdy spóźnia się z karmieniem, lub ze zmianą pieluchy, gdy nie może pomóc na ból brzucha. Właśnie wtedy dziecko zaczyna się złościć na nią, smucić, a później przeżywać pierwsze poczucie winy. Umiejętne poradzenie sobie z tymi rozczarowaniami, wyposaża nas w tą zdolność na całe życie. Właśnie w pierwszych latach życia psychoanaliza szuka przyczyn depresji. Jak starałam się pokazać, wychodzenie z depresji to długotrwały proces. Nie wystarczą afirmacje i pozytywne myślenie. Chodzi raczej o przeżywanie uczuć, często nieprzyjemnych, bolesnych. Dopiero takie „odmrożenie” emocji, daje trwały powrót do życia, uwalnia przepływ energii. Niedepresyjność często mylona jest w naszych czasach z byciem zawsze zadowolonym i świetnie sobie radzącym, a depresja kojarzona z przeżywaniem smutku. Tak, jakby w kulturze sukcesu nie było miejsca na takie uczucia, jak bezradność, smutek, czy żałoba. Tymczasem, właśnie niemożność „wypłakania się” sprawia, że generujemy objawy lękowe, czy depresyjne.

 

Justyna Glińska